Św. Jan Paweł II w moim życiu

Wracając myślami do przeżytego, raz po raz przekonuję się, że nic w naszym życiu nie jest dziełem przypadku, we wszystkim jest ręka Boża. Przypominam sobie 1978 rok, gdy w wieku lat 12 razem z rodzicami gościłem u krewnych w Polsce. Właśnie wtedy, w nocy z 28 na 29 września, po zaledwie 33 dniach pontyfikatu, zmarł papież Jan Paweł I. 14 października rozpoczęło się więc już drugie w tamtym roku konklawe – zebranie kardynałów dla wybrania nowego papieża.

Miałem wówczas unikatową możliwość oglądania relacji z Watykanu w telewizji. Pamiętam, że wywarło to na mnie ogromne wrażenie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że oto jestem naocznym świadkiem niezwykle doniosłego wydarzenia historycznego. Byłem do głębi serca wzruszony i wdzięczny Bogu, bo też rozumiałem, że gdybym był wówczas w domu, w Wilnie, zwyczajnie zostałbym pozbawiony tej możliwości. 

I oto 16 października 1978 roku świat obiegła radosna nowina, że metropolita krakowski, kardynał Karol Wojtyła został wybrany papieżem. Przyjął imię Jan Paweł II. Będąc bądź co bądź jeszcze dzieckiem, nie od razu w pełni zrozumiałem całą doniosłość tego wydarzenia, ale byłem świadkiem wielkiej radości, triumfu i dumy otaczających mnie ludzi. Było to czymś, co nawet dziś jest mi trudno opisać… Pamiętam, że już wtedy mówiono o cudzie.
W miarę możliwości, a w tamtych czasach nie było to tak proste jak dziś, starałem się uważnie śledzić wydarzenia pontyfikatu Jana Pawła II. Podziwiałem odwagę papieża, zwłaszcza podczas pierwszej pielgrzymki do Polski. Dobrze pamiętam głoszone przez Niego hasło „Otwórzcie drzwi Chrystusowi“. 
Już wtedy coś poruszyło się w moim sercu. Był to początek nowego świata, a możliwe, że również początek dojrzewania mojego powołania kapłańskiego. Nie wiedziałem, czy będzie mi kiedyś dane zobaczyć Jana Pawła II inaczej niż w telewizji lub na zdjęciu, ale zawsze pragnąłem tego i gorąco wierzyłem, że łaskę tę od Boga otrzymam.
Moje spotkania z Janem Pawłem II były przede wszystkim ogromnym błogosławieństwem. Po raz pierwszy miałem okazję poznać Ojca Świętego jeszcze jako słuchacz piątego roku studiów Seminarium Duchownego w Kownie. Wtedy to nowo mianowany ordynariusz wileński ks. arcybiskup Audrys Juozas Bačkis zorganizował dla kleryków archidiecezji wileńskiej pielgrzymkę na międzynarodowe spotkanie młodzieży we Francji i wizytę w Rzymie. 
To właśnie w Rzymie czekała nas wielka niespodzianka! 1 stycznia 1993 roku zostaliśmy wyznaczeni do asysty papieskiej na noworoczną uroczystą Mszę Świętą z papieżem – Urbi et Orbi. Mnie powierzono oficjum z trybularzem. Nigdy nie zapomnę atmosfery, panującej w przepełnionej wiernymi bazylice św. Piotra, kiedy krocząc do ołtarza z trybularzem, na początku procesji, przed krzyżem, byłem raz po raz oślepiany błyskami fleszów aparatów fotograficznych. 
Nie widziałem nic przed sobą, tylko czułem pod stopami twardą posadzkę, po której stąpały moje nogi, i myślałem, że serce wyskoczy mi z wielkiego wrażenia i przepełniającej je radości. Pamiętam, że wówczas bardziej nawet poczułem niż zrozumiałem, jak prawdziwy, potężny i powszechny jest nasz Kościół, na którego czele stoi Ten papież. 
Po Mszy Świętej, w zakrystii bazyliki, przy ołtarzu ze słynną watykańską Pietą, Ojciec Święty podszedł do każdego z nas, błogosławiąc i dając w prezencie różaniec. Gdy zbliżył do mnie, przywitałem się z Nim słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus“, a On spojrzał na mnie i zapytał, czy mówię po polsku. Wiedział, że asysta była z Litwy. 
Powiedziałem, że tak, że pochodzę z polskiej rodziny. Zapytał wówczas, czy żyją moi rodzice, a gdy potwierdziłem, podał mi drugi różaniec i powiedział: „To dla mamy“. Nie muszę chyba mówić, jak wówczas byłem szczęśliwy! Do dziś zostały też mi w pamięci oczy papieża, Jego mądry wzrok, taki wszystkowidzący, wręcz przeszywający cię na wskroś.
Po raz drugi dane mi było spotkać Jana Pawła II w 1995 roku, podczas parafialnej pielgrzymki do Rzymu z chórem „Lira“ pod kierownictwem śp. Władysława Korkucia. W tym okresie pracowałem w parafii pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Landwarowie. 
To spotkanie miało wyjątkowy i niepowtarzalny charakter. Odbyło się w letniej papieskiej rezydencji w Castel Gandolfo. Uczestniczyliśmy we Mszy Świętej z papieżem. Nasz chór został poproszony o jej oprawę śpiewem liturgicznym, ja zaś dostąpiłem zaszczytu dołączenia do koncelebry. 
Słowo powitalne Ojca Świętego, rozmowa, pamiątkowe zdjęcie po Mszy Świętej – to wszystko do dziś jest żywe w mojej pamięci. Później, w czasie dalszej posługi duszpasterskiej, nieraz wracałem wspomnieniami do tego wydarzenia, ciesząc się i dziękując Bogu za to, że dał mi możliwość tego wyjątkowego pod każdym względem spotkania z Janem Pawłem II, niezwykłym Człowiekiem, współczesnym Świętym. 
Najbardziej specyficznym wyznacznikiem pontyfikatu Jana Pawła II była bez wątpienia Jego działalność apostolska i ewangelizacyjna, obejmująca dosłownie cały świat. Żaden inny papież nie odbył tylu podróży apostolskich i nie ewangelizował świata w takim stopniu jak Jan Paweł II. Nie istniały dla Niego żadne bariery i granice. Docierał wszędzie tam, gdzie ludzie i rządy gotowi byli Go przyjąć. 
Wszędzie z tą samą mocą, chociaż w niezmiernie zróżnicowany sposób, głosił radosną nowinę o zbawieniu, ukazując Chrystusa jako dobrą nowinę dla świata. Był znany i słyszany we wszystkich zakątkach ziemi. Chrystus, jak nauczał Jan Paweł II, jest kluczem do zrozumienia nie tylko Kościoła, ale także dziejów, ludów i narodów oraz każdego pojedynczego człowieka. Papież niestrudzenie podejmował wszystkie możliwe inicjatywy, zmierzające do zbliżenia, zjednoczenia podzielonego chrześcijaństwa, równocześnie prowadząc dialog międzyreligijny.
Jan Paweł II niestrudzenie przypominał, że siła Kościoła płynie z Eucharystii, jednoczącej wszystkich chrześcijan. Znamienną cechę Jego pontyfikatu stanowi budowanie jedności w świecie, rozdzieranym brakiem wiary, fałszem, przemocą i konfliktami zbrojnymi.
Jan Paweł II był niezwykle stanowczy i konkretny w swej posłudze. Nic nie mogło Go sprowadzić z raz obranej drogi. Nawet zamach na życie ani nie zmienił kierunku Jego poczynań, ani tym bardziej – nie osłabił Jego ducha. 
Kolejną godną naśladowania cechą papieża była umiejętność przebaczania. Warto przypomnieć, że Jan Paweł II przebaczył nawet śmiertelnemu wrogowi, zamachowcy, człowiekowi, który targnął na Jego życie. Warto o tym pamiętać i dążyć do przebaczania innym w naszej doczesności. Miłość i otwartość były głównymi częściami składowymi papieskiego programu jednania w Chrystusie. 
Jako papież, Jan Paweł II potrafił przez lata w niezwykły sposób jednoczyć się z młodzieżą na licznych wielotysięcznych spotkaniach w różnych zakątkach świata. Gdy przemawiał, wśród młodzieży, jakże często głośnej i skłonnej do negowania autorytetów, panowała absolutna cisza, pełna wyczuwalnego dla wszystkich, niemal namacalnego, skupienia. Papież rozumiał ludzi młodych, a oni z kolei starali się przeniknąć treścią Jego słów, przyjmując te słowa zarówno sercem, jak też umysłem. Byłem tego świadkiem podczas wizyty Ojca Świętego na Litwie, na spotkaniu z młodzieżą w Kownie.
Jan Paweł II nie potrafił obojętnie przejść obok cierpiących. Widok  zmagających się z bólem ludzi zawsze budził u Niego wzruszenie. Dlatego też zawsze gorąco błogosławił i modlił się w intencji chorych. W ostatnich dniach życia Ojciec Święty łączył swoje cierpienie z cierpieniem wszystkich chorych i niedomagających. 
Byłem pełen podziwu dla Jego wytrwałości i stanowczości pozostania do końca wiernym Chrystusowi, w roli, która została Mu wyznaczona i w miejscu, do którego Bóg powołał Go „z dalekiego kraju“, aby zmienił ten świat, „oblicze ziemi, tej ziemi“, jak rzekł w trakcie pierwszej pielgrzymki do ojczystej ziemi, do Polski. Jak to w każdej wielkiej sprawie, nie było łatwo, było ogromnie trudno, ale podołał wyzwaniu! Ludzie nadal pamiętają o wybitnym papieżu, który odchodząc do Pana zawołał: „Szukałem was… i przyszliście do mnie…“. 
Reasumując swoje wspomnienia o Ojcu Świętym, mogę z całą pewnością powiedzieć, że Jan Paweł II dla mnie, podobnie jak dla większości  wierzących w całym świecie, był i pozostaje wielkim, prawdziwym i godnym naśladowania autorytetem.

ks. Mirosław Grabowski, proboszcz parafii pw. św. Rafała Archanioła w Wilnie


Add your Thoughts

El. pašto adresas nebus skelbiamas. Būtini laukeliai pažymėti *